środa, 2 września 2020

Wiejskie życie w mieście...

Co mi w duszy gra? 

Czasem wydaje mi się, że sama nie wiem...

Z racji dojrzałego wieku powinnam być już w pełni świadoma swoich potrzeb i możliwości. A jednak wciąż odkrywam siebie na nowo. Wciąż się siebie uczę. Cały czas próbuję się coraz bardziej lubić i akceptować to kim jestem i jakie jest moje życie.  

Skąd pomysł na to pisanie?

Inspiracja pojawiła się po kilkuletnim czytaniu innych blogów. Rozmaitych. Choć najczęściej tych "wsiowych", bo do wsi mnie ciągnie niemiłosiernie od wielu już lat. Dlaczego? Bo marzę o prostym życiu, regulowanym pogodą, porami dnia i roku, z dala od zgiełku, hałasu, a nawet ludzi. To mnie właśnie w sobie zadziwia najbardziej, że im jestem starsza, tym bardziej zmęczona jestem towarzystwem innych wokół. 

Kiedyś ... imprezowa dziewczyna, dusza towarzystwa, gaduła, zakupoholiczka. 

Dziś... zwyczajnie nie chce mi się już rozmawiać, spotykać, wychodzić poza "swój teren". Męczą mnie wszystkie bodźce wokół, rozmowy innych, hałas ulicy, harmider w sklepach, dźwięki tv, itp. Lubie być sama. Choć nigdy wtedy nie czuje się samotna. 

Urodziłam się i wychowałam w małym mieście. Jako dziecko i nastolatka dużą część czasu spędzałam w domu dziadków na wsi, typowej "pipidówie"z niewielką liczbą mieszkańców, gdzie nie dojeżdża autobus, nie było szkoły, kościoła, nawet sklepu. Kochałam to miejsce, a wspomnienia tego czasu cały czas noszę w sercu. Gdy zamykam oczy wciąż widzę siebie jako małą dziewczynkę, która z babcią idzie z wiadrem po wodę do studni albo z dziadkiem w chlewiku przygotowuje wyżerkę dla świnek. Kochałam te wiejskie dzieciaki, z którymi biegałam na boso po ogrodzie, łąkach, polach... 

Miałam tez ukochane drugie miejsce na świecie. Dom drugich dziadków, położony w środku lasu. Ogród w lesie to jest magia. A możliwość zbierania grzybów, jagód czy malin w zasięgu kilku metrów od domu to walor, którego nie da się do niczego przyrównać. Tu nie było innych dzieci. Ba, tu nie było nawet cywilizacji. Tu była cisza, spokój i wrażenie jakby świat wokół nie istniał. 

A potem dorosłam, zdałam maturę i na studia powędrowałam do dużego miasta i tam już zostałam. Ale tęsknota - choć na wiele lat uśpiłam ją - pozostała....

Od dawna marzę o przeniesieniu się na wieś, ale nie chodzi tylko o zmianę adresu. Marzę o połączeniu tych moich dziecięcych dwóch światów, czyli wiejskiego domu i lasu za płotem. Życie jednak pisze swoje scenariusze. Moje potoczyło się swoim torem, nie wszystko wydarzyło się zgodnie z planem, ani nawet za moją zgodą. Dobrnęłam jednak do etapu, kiedy zrozumiałam, że nie mogę wiecznie złościć się na los, tęsknic za tym czego nie mam, bo właśnie z takiego powodu najczęstszej ludzie są nieszczęśliwi. 

W końcu zrozumiałam, że z prozaicznego powodu jaką jest moja sytuacja finansowa - nie mam szans na zmianę miejsca zamieszkania. 

Zrozumiałam jednak jeszcze coś.... marzę o wiejskim, prostym, skromnym życiu, a takie mogę sobie stworzyć niezależnie od miejsca, w którym mieszkam.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz